Jak zmieniał się rekord świata w maratonie?

Bieg maratoński od lat rozpala wyobraźnię kibiców, dziennikarzy i samych sportowców. 42 kilometry i 195 metrów to ekstremalny dystans dla ludzkiego organizmu i niewiele osób jest w stanie pokonać go biegiem. Mimo to co roku na startach największych ulicznych biegów świata stają tysiące śmiałków, którzy chcą przesunąć granicę własnych możliwości. Dla większości sukcesem jest samo ukończenie biegu, najlepsi walczą jednak o rekord w maratonie. Jego granica przez ponad 100 lat historii lekkiej atletyki przesunęła się o blisko godzinę. W 2019 roku udało się nawet złamać magiczną do tej pory granicę dwóch godzin, ale akurat ten wynik wzbudził sporo kontrowersji. Jak śrubowane były najlepsze rezultaty na najdłuższym olimpijskim dystansie?

Historia maratonu – pierwsze rekordy

Tradycja pierwszym maratończykiem nazywa Greka Filippidesa, który w 490 r. p.n.e. miał pobiec z Maratonu do Aten, by ostrzec bezbronne miasto przed najazdem perskiej floty. Jego historia zainspirowała barona Pierre’a de Coubertina, by na pierwszych nowożytnych igrzyskach olimpijskich w 1896 r. zorganizować bieg na dystansie podobnym do tego, który przebył starożytny biegacz. Zaokrąglono go do 40 kilometrów. Obecna długość maratonu to efekt igrzysk rozegranych 12 lat później w Londynie, gdy dystans przedłużono o ponad dwa kilometry, by ustawić linię mety przed trybuną, na której zasiadał król Edward VII.

To właśnie zwycięzca tamtego maratonu, Amerykanin Johnny Hayes, ustanowił pierwszy nieoficjalny rekord świata w maratonie, przebiegając dystans w czasie 2 godzin, 55 minut i 18 sekund. Został rekordzistą nieoficjalnym, gdyż Światowa Atletyka (do niedawna znana pod skrótem IAAF) po raz pierwszy oficjalnie zatwierdziła rekord świata 1 stycznia 2004 r. Wówczas najszybszym długodystansowcem świata był Kenijczyk Paul Tergat, który legitymował się wynikiem z 2003 r., o ponad 50 minut lepszym niż Hayes. Droga to takich rezultatów prowadziła jednak przez cały XX wiek.

Pokonywanie kolejnych barier

Po igrzyskach w Londynie dystans 42,195 km przyjął się jako oficjalny. Już rok później wynik Hayesa został poprawiony o ponad dziewięć minut przez jego rodaka Jamesa Clarka. Amerykanin wystartował w Brooklyn Maratonie w Nowym Jorku, docierając do mety w czasie 2:46:52. Nie przeszkodziła mu nawet niezbyt sprzyjająca aura – bieg był rozgrywany w lutym.

Kolejna ważna bariera została pokonana w 1913 r., tym razem ponownie na angielskiej ziemi. Areną zmagań był Polytechnic Marathon, czyli bieg zainspirowany londyńskim maratonem olimpijskim, rozgrywany w brytyjskiej stolicy. Ta impreza po latach stała się zresztą prawdziwą mekką rekordzistów, bo w Londynie bito rekord świata aż osiem razy. W 1913 r. biegacze wyruszyli spod królewskiego zamku Windsor, a pierwszy linię mety z czasem 2:38:16 minął Anglik Harry Green. Został tym samym pierwszym człowiekiem, który pokonał królewski dystans w czasie poniżej 2 godzin i 40 minut. Już po kilku tygodniach Greena o kilkanaście sekund pobił Szwed Alexis Ahlgren, ale kolejna ważna granica – 2,5 godziny – została przełamana dopiero w 1925 r.

Tego niezwykłego wyczynu dokonał hydraulik ze Stamford w amerykańskim stanie Connecticut. Nazywał się Albert Michelson i nawet po swoim rekordowym wyczynie nie porzucił wykonywanego zawodu. Rekord świata w maratonie ustanowił w czasie pierwszej edycji biegu w Port Chester w stanie Nowy Jork. Ten rezultat okazał się na tyle wyśrubowany, że nikt nie potrafił pobić go przez blisko 10 lat. W tym czasie Michelson dwukrotnie startował w igrzyskach olimpijskich, ale zajął w nich tylko dziewiąte i siódme miejsce. Mimo to rozwój dyscypliny był imponujący – rekord świata w maratonie mężczyzn w 16 lat został poprawiony o 26 minut.

rekord świata w maratonie
W maratonach biorą dziś udział dziesiątki tysięcy ludzi.

Powojenne wyczyny i dramaty

Śrubowanie rekordowych wyników kontynuowano po II wojnie światowej. Pierwszym powojennym rekordzistą został Koreańczyk Suh Yun-bok, który w 1947 r. przebiegł słynny maraton bostoński w czasie 2:25:39. Po nim na scenę wkroczył jednak zawodnik, który ponownie przesunął granicę ludzkiej wyobraźni – czterokrotny rekordzista świata w maratonie, Brytyjczyk Jim Peters.

Biegacz urodzony w Londynie wystartował w rozgrywanych w rodzinnym mieście igrzyskach w 1948 r., ale ukończył je na ósmej pozycji. Jego era przypadła na początek lat 50. Po raz pierwszy rekord świata ustanowił w czerwcu 1952 r., w czasie Polytechnic Marathon. Prawdziwym wydarzeniem był jednak jego bieg rok później, gdy na tej samej trasie jako pierwszy człowiek złamał granicę dwóch godzin i 20 minut, finiszując z czasem 2:18:40. W ciągu roku poprawił się jeszcze dwukrotnie, przesuwając rekordowy wynik o dodatkową minutę.

Do historii przeszedł też jego ostatni bieg. Peters w sierpniu 1954 r. wystartował w kanadyjskim Vancouver w Igrzyskach Wspólnoty Brytyjskiej. Maraton rozgrywano w palącym słońcu, a Anglik biegł bez czapki. Gdy pojawił się na stadionie, powitała go burza braw. Kibice szybko jednak zamarli z przerażenia: Peters słaniał się na nogach. Do mety pozostało mu 400 metrów, ale zataczał się i padał na bieżnię ledwo żywy. Długo nikt mu nie pomagał, bo to oznaczałoby dyskwalifikację, a biegacz miał kilkanaście minut przewagi nad konkurentami. W końcu, po 11 minutach, na pomoc Petersowi ruszył masażysta angielskiej ekipy. 36-letni mężczyzna toczył pianę z ust i stracił przytomność. Gdy ją odzyskał, zdecydował, że w maratonie już nigdy nie wystartuje. – Miałem szczęście, że tego dnia nie umarłem – przyznał później.

Rekord świata bez butów

Rekord Peetersa po czterech latach, w czasie mistrzostw Europy w Sztokholmie, pobił urodzony na Syberii Siergiej Popow. Radziecki zawodnik był faworytem rozgrywanych w 1960 r. igrzysk w Rzymie, ale wówczas do głosu na królewskim dystansie po raz pierwszy doszli Afrykanie, a konkretnie Abebe Bikila, członek gwardii cesarza Etiopii Hajle Selassie.

Dla jego rodaków rywalizacja we Włoszech miała szczególny wymiar, w końcu żołnierze z Italii niedługo wcześniej zakończyli okupację ich kraju. Choć nikt na nich nie stawiał, to właśnie w Rzymie światu objawił się Abebe – biegacz. Rywale z politowaniem patrzyli na bose stopy czarnoskórego zawodnika. By uniknąć drwin, szefostwo etiopskiej delegacji przygotowało mu sportowe buty, ale Bikila, który zawsze trenował boso, nie czuł się w nich wygodnie i szybko z nich zrezygnował. Na trasie nie miał sobie jednak równych: pobił rekord świata czasem 2:15:16, a na mecie miał jeszcze na tyle sił, że nie zapomniał o rozciąganiu i kilku przysiadach.

Po trzech latach Etiopczyk stracił rekord, ale nadal był w świetnej formie. Dał się namówić na starty w butach i w 1964 r. w Tokio, jako pierwszy maratończyk w dziejach, obronił złoto olimpijskie. Czasem 2:12:11 ponownie ustanowił najlepszy wynik w historii, chociaż kilka tygodni wcześniej przeszedł operację wycięcia wyrostka robaczkowego. Bikila próbował zdobyć olimpijski medal po raz trzeci, ale tym razem na przeszkodzie stanęło mu pęknięcie kości w lewej nodze. Choć ponownie zdecydował się na start, dał za wygraną w połowie trasy.

Wówczas nie był już rekordzistą świata. Kolejną niezwykłą barierę pokonał bowiem Australijczyk Derek Clayton, który w 1967 r. w japońskiej Fukuoce przebiegł maraton w czasie poniżej 2 godzin i 10 minut – zanotował wynik 2:09:36. Dwa lata później Clayton poprawił się jeszcze o minutę, a jego osiągnięcia nie udało się pobić przez ponad 12 lat.

rekord świata w maratonie
Rezultaty najlepszych maratończyków zbliżają się do granicy dwóch godzin.

Kobiety wkraczają na scenę

Już na początku wieku uliczne maratony były rozgrywane w wielu miastach. Popularne były szczególnie w Ameryce Północnej, ale nie brakowało ich także w Europie. W Polsce pierwszy taki bieg odbył się w 1924 r. na trasie Rembertów-Zegrze i z powrotem. Zwycięzca, Stefan Szelestowski, pokonał jednak dystans w czasie znacznie słabszym od czołowych biegaczy świata – wbiegł na metę po 3 godzinach i 13 minutach. To czas gorszy o ponad 40 minut od ówczesnego najlepszego rezultatu na świecie. Tyle że zawodnik, który dobiegł do mety jako drugi, i tak stracił do Szelestowskiego ponad godzinę.

Udziałem w biegu maratońskim zainteresowały się również kobiety. Sportowe władze i organizatorzy maratonów długo nie chcieli ich jednak dopuścić do rywalizacji. Niektóre źródła za pierwszą kobietę, która przebiegła ten dystans, uznają Francuzkę Marie Louise-Ledru, która miała ukończyć paryski maraton w 1918 r. Dziś lekkoatletyczne władze za pierwszą rekordzistkę świata uznają jednak Brytyjkę Violet Piercy, która pobiegła w Polytechnic Marathon w 1926 r., pokonując go w czasie 3:40:22.

Po kryjomu, w przebraniu

Kobiety zaczęły jednak na dobre walczyć o swoje prawa do biegania na długich dystansach w latach 60. Szczególnie aktywne pod tym względem były Amerykanki. Gdy w 1966 r. Roberta Gibb zgłosiła się do maratonu w Bostonie, ale jej wniosek został odrzucony, ukryła się w krzakach i wystartowała w przebraniu mężczyzny. Kiedy na trasie została rozpoznana, towarzyszyły jej wiwaty kibiców i ciekawość dziennikarzy. Rok później dzięki szerokiej bluzie sportowej na linię startu dostała się z kolei Katherine Switzer, która swoje zgłoszenie opatrzyła jedynie inicjałami. Gdy organizatorzy zdali sobie sprawę, że na trasie jest kobieta, dyrektor biegu chciał wypchnąć ją z trasy, co przeszło do historii jako “incydent bostoński”. Ta sytuacja zapoczątkowała bowiem dyskusję na temat udziału kobiet w tak długich biegach.

W 1984 r., właśnie na amerykańskiej ziemi, w Los Angeles, po raz pierwszy rozegrano bieg maratoński dla kobiet w ramach igrzysk olimpijskich. Zwyciężyła Amerykanka Joan Benoit, a i kobiecy rekord świata szybko się poprawiał. Obecnie najlepszy rezultat należy do Kenijki Brigid Kosgei, która w 2019 r. w Chicago pokonała dystans w czasie 2:14:04.

Maraton – rekord świata i pogoń za barierą dwóch godzin

Również w męskim maratonie dominują obecnie biegacze z Afryki. Po Claytonie nieoficjalne rekordy świata ustanawiali jeszcze reprezentanci WIelkiej Brytanii, Portugalii i Brazylii, ale od 2003 r. i wspomnianego na wstępie Tergata rekord niepodzielnie dzierżą Afrykanie. Ich głównym celem stało się przebiegnięcie 42,195 km w czasie poniżej dwóch godzin. W oficjalnych zawodach nadal nikomu nie udało się tego zrobić – odkąd Clayton w 1967 r. złamał granicę 2 godzin i 10 minut, przez ponad 50 lat rekord udało się poprawić o niespełna osiem minut. Czyżby więc maratończycy zaczęli zbliżać się do granicy ludzkich możliwości?

Tym, który zdaje się temu zaprzeczać, jest Eliud Kipchoge. Kenijczyk jest aktualnym posiadaczem rekordu świata, który ustanowił we wrześniu 2018 r. w Berlinie – to w stolicy Niemiec padło zresztą siedem ostatnich rekordowych wyników. Pokonał królewski dystans w czasie 2:01:39, poprawiając poprzedni rekord o 78 sekund.

Jeszcze większym echem odbił się jednak bieg Kipchoge’a po specjalnej trasie wytyczonej jesienią 2019 r. w Wiedniu. Udowodnił bowiem wówczas, że człowiek może przebiec ten dystans w czasie poniżej dwóch godzin, notując rezultat 1:59:40. Wynik nie został jednak uznany przez światowe władze lekkoatletyczne, ponieważ został uzyskany w ułatwionych warunkach. Wokół Kenijczyka biegli zmieniający się co jakiś czas zawodnicy, którzy dyktowali tempo i osłaniali go od wiatru. Poza tym Kipchoge biegał po ograniczonym, płaskim obszarze, pokonując osiem pętli. – Pokazałem, że jeśli tylko w siebie wierzysz, nie ma żadnych ograniczeń – stwierdził jednak po biegu kenijski zawodnik.

Sam chcesz wystartować w maratonie? Z naszego poradnika dowiesz się wszystkiego, co jest Ci potrzebne przed startem: https://sbiegacza.pl/2020/04/28/12-rzeczy-ktore-musisz-wiedziec-o-maratonie-zanim-sie-na-niego-zdecydujesz/

Autor:

Damian

Absolwent Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pasjonuje się sportem i historią. Na co dzień zajmuje się mediami społecznościowymi i marketingiem.